sobota, 22 marca 2014

O Pauli Kanion troszeczkę więcej


Paula Kanion to córka zapalonego rybaka, właściciela kutra Lód Na Patyku. Często razem z tatuśkiem rozbija się Lodem Na Patyku po okolicznych morzach i oceanach - tata łapie ryby, a Paula pieczołowicie je fotografuje. 
Równie często pływa jednak bez taty, który co jakiś czas schodzi na ziemię i parę dni z rzędu spędza w Tawernie Łowców Narybka. Wtedy w codziennych połowach mających na celu utrzymanie rodziny towarzyszy Pauli jej życiowy partner Kukarz. Nie jest jednak pewne, czy Kukarz jest dobrą pomocą - panienka Kanion jeszcze nie wie, że ma do czynienia z wielkim miłośnikiem ryb. Nie zdaje sobie również sprawy z tego, że połowę złapanych okazów Kukarz pochłania jeszcze na surowo. Może to dlatego wieczorami stoi przewieszony przez reling, wypuszczając ryby (a raczej ich pozostałości) z powrotem do morza.

Paula Kanion jest jedną z najlepszych przyjaciółek Czkającego Kapitana. Mimo łączącej je zażyłości Pauli nie udało się jeszcze uwiecznić na kliszy jakże pięknego oblicza Czkającej. Udało jej się za to sfotografować obie rybki, rekina, a nawet szynszylę - Feldmarszałek Rondel w końcu spełnił swoje marzenie i nabył stworzenie umiejące robić podwójne salto. Zapewne wkrótce zginie ono w czeluściach przepastnego żołądka Magdzi, ale mimo wszystko.

Co lubi Paula? Na pewno jest to muzyka - jej ulubiony zespół to Komba, na ścianie kajuty wisi ogromny plakat przedstawiający oblicze wokalisty - Piotra Kombackiego. Codziennie przed śniadaniem panna Kanion karmi go płatkami, a przed snem całuje w czółko. Tylko Kukarz jest czasami trochę zazdrosny i zawsze, kiedy śpi u Pauli robi wszystko, aby zasłonić wgapiającą się w niego mordę Piotra Kombackiego.



Inną pasją Pauli są koty. Wszelkiej maści - koty, koteczki, kotełki, koteńki. Życiowym celem panny Kanion jest założenie wielkiego schroniska dla kotów. Próbowała nawet negocjować z tatą, panem Kanionem, aby odstąpił jej połowę Loda Na Patyku na poczet uruchomienia na jego terenie maleńkiego zaczątka biznesu, została jednak porządnie złajana, a gdy mimo protestów przyniosła pierwsze piętnaście kotów i zaczęła kołysać je do snu w sieciach rybackich (małe oczka), pan Kanion chciał nawet wyrzucić je za burtę. Ostatecznie tego nie zrobił i umieścił koty w kajucie zaznaczając, że to tak tylko na jedną noc, bo inaczej żona go zabije. Nieznanym sposobem koty (sztuk piętnaście) wydostały się z kajuty i pożarły cały tygodniowy połów śledzi. Pod koniec okazało się, że to wcale nie były koty, lecz podprowadzone przez małą wtedy Paulę z okolicznego ogrodu zoologicznego tygrysy śledziowe, specjalizujące się w polowaniu i jedzeniu ogromnych ilości tegoż gatunku ryb. Ogród zoologiczny zażądał niezwłocznego zwrotu zrabowanych zwierząt, co pan Kanion przyjął z nieskrywaną ulgą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz